magdia.pl

a a o a w
b m a a a
a w k m s
j p a a t k

// @


stare dzieje

2012
maj
luty
2011
sierpień
maj
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
marzec
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec


zapachy nie do zmycia
jak tatuaże



Czy Wy wszyscy naprawdę uważaliście to, co dla mnie i we mnie najważniejsze za irytujące, wyolbrzymiane i beznadziejnie nadwrażliwe? Początkowo zachwyceni złudnym dystansem i odwagą na prostotę, później dziecinnie zrozpaczeni dojściem do sedna, do kruchego, niepewnego, zanadto wylewnego środka? To, co mam dla mnie najcenniejszego daleko jest od bycia rozsądną, znającą odpowiedź na nawet nie zadane pytania i mającą swoje fascynujące życie gdzieś tam, gdzie nie można się dostać. Gdzie Wasze jajca, by dobrać się do samego wnętrza i zdobyć się na odwagę pomocy tej niespokojnej mi. Posplatania Wnętrza i Zewnętrza, docenienia tego, co życie zmusza skrywać. Im bardziej staracie się mnie z tego ogołocić, tym bardziej to cholerstwo wyłazi i już jest pod gardłem, zaraz będzie łzawić w oczach, nie wiadomo co jeszcze. Rano stanowczo odmawiam współpracy, krzyczę, a gdy tylko się ściemni znów czuję, że nie potrafię oddychać jedynie swoimi płucami. Potrzebuje dodatkowych, cudzych, gotowych oddać swój tlen. Jedynaczka-bliźniaczka, jedność i połowa, paradoks. Przeglądając pamiątki po nich, podśmiechując się w duchu, mam ochotę składać im wspólne życzenia na Boże Narodzenie, przemawiać jakby do jakiegoś ludu zgromadziliście się tutaj albowiem wszystkich was kochałam, ale potem przychodzi smutek. Ile jeszcze.

Gotowałeś mi gulasz z serc, a może tylko po to, bym odczepiła się od Twojego?



2012-05-10
skomentuj (3)



Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. I tak to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.

Śniadanie u Tiffaniego


2012-05-06
skomentuj (0)



Zdarza Ci się płakać przez sen? Opierać  policzek o nieobecne ramie? Przytulać brzuch do poduszki, zamiast do ciepłych pleców? To jest to miejsce, w którym nie ma już słów, wyczerpana bateria, którą trudno naładować słońcem.

Mimo to, jakiś taki spokój, że przecież  byłam już w tym miejscu tyle razy. Widzę  dwie Magdy stojące na przeciw siebie, mające odwagę spojrzeć sobie głęboko w oczy, uśmiechnąć się pewnie, jedna do drugiej, szepnąć chodź. Podczas rozmów z  przyjaciółmi, wsłuchuje się w swoje mądre  słowa i słyszę wyraźnie wielkie pokłady ciepła i siły, skąd one? Bo przecież wstyd przyznać, że tyle razy, że w ten sposób, że zawsze z kimś, a może zawsze sama, rozstana tyle razy, stop. Zrobię wszystko, by nauczyć się definiować swoją wartość w inny sposób i zejść wreszcie na ziemie! Czas działa na korzyść - zlepia serce i dziurawi pamięć. Najwyższy czas ściągnąć z czoła napis welcome, przestać wyobrażać sobie zbyt wiele ładnych historii. Magdaleno, zapraszam Ciebie do siebie samej, rozgość się.


2012-05-03
skomentuj (2)



Czasami widzę jak się wycofujesz, jak tchórzysz, jak uciekasz, jak zamykasz się w swojej ciepłej norze, do której dostarczą Ci pożywienia. Czy jest szansa, że zostaniesz myśliwym, że stanowczo przyjdziesz tu i sobie mnie weźmiesz choć już sama oferuje się Tobie od stóp do głów, ogarnia mnie strach. Ogarnia mnie strach, że już za późno na zgrywanie twardziela, że wpadam w pułapkę, znam ją, ale nie potrafię się wydostać. i do tego to uczucie, że ciągle te same ruchy, te same gesty, te same zwroty i słowa, ten sam dotyk, te same rytuały, już nie pamiętam, który to mężczyzna i jak nazywasz się ty. Coraz częściej do głowy ciśnie się myśl.  Przeczucie-pragnienie, preludium-pociąg, rozkwit-miasto w stronę morza. Nieważne jak daleko i za ile, śpisz?

Moja miłość zawsze jest taka sama, rzygać mi się chcę.



2012-02-20
skomentuj (6)



Po Brukseli chodzę pijany
nie wódką, ale dziewczyną,
kupuję kwiaty, jak kretyn:
mimozy i tulipany;

po tych ulicach długich,
po tych bezkresnych bulwarach
szukamy pewnego domu,
gdzie okno jest i gitara;

ono takie wąziutkie
wysokie, aż pod chmurami,
ze światłem i z tą gitarą
co spada na nas strunami;

w struny wkręcam dziewczynę,
sam do niej jakby do śniegu
przytulam się i wędrujemy
daleko, daleko, daleko.

Ach, dni są takie śnieżne,
a noce takie czerwcowe
i źle mi, chociaż położę
na jej kolanach głowę,

gdy ją uścisnę najmocniej
gdy pocałuję najczulej,
gdy pocałuniki zabrzęczą
tysiącopszczelim ulem.

Bo ciągle czegoś za mało,
bo ciągle czegoś mi szkoda.
Bo ciągle mi ta dziewczyna
przepływa przez palce jak woda.

I co? Ślad jakiś na palcach,
na włosach, na biodrach,wszędy
i zapach okrążający
tataraku i lawendy.

Tylko cóż z tego, że upał,
że zapach, choć wokół zima?
Ta dziewczyna to strumień.
Jakże strumień zatrzymam?

Gałczyński Konstanty Ildefons



2011-08-18
skomentuj (1)



pssssyt